Naktsmītne 10 w skali Beauforta, Rusinovo – rezervējiet ar Zemākās cenas garantiju! 2 viesu atsauksmes un 30 fotogrāfijas gaida jūs vietnē Booking.com.
Interaktywna wersja piosenki dostępna jest tutaj: https://www.remikaraoke.com/sing/trzy-korony-10-w-skali-beaufortaSprawdź też inne dostępne piosenki na port
10w skali Beauforta song from Polski Songbook Vol. 2 free mp3 download online on Gaana.com. Listen offline to 10 w skali Beauforta song by Krzysztof Krawczyk. Play new songs and old songs; mp3 song download; music download; m; music on Gaana.com
10 w skali Beauforta. Morze Bałtyckie niezmiennie zachwyca o każdej porze roku. #biale_domki_kopalino #chillout #wichura #sztorm #domkinadmorzem
🎸 [D Gm Eb Bb F] Chords for Krzysztof Klenczon - 10 w Skali Beauforta. Discover Guides on Key, BPM, and letter notes. Perfect for guitar, piano, ukulele & more!
Vay Tiền Online Chuyển Khoản Ngay. Czym jest sztorm? Zgodnie ze skalą opracowaną przez brytyjskiego admirała Francisa Beauforta mianem sztormu określa się wiatr wiejący z prędkością co najmniej 63 km/h (8 stopni w skali). Sztorm, zwany inaczej burzą morską, to efekt pojawienia się nad morzem głębokiego niżu barycznego w sytuacji, gdy na niewielkim obszarze notuje się bardzo dużą różnicę ciśnień. Pogodzie sztormowej zwykle towarzyszy falowanie powierzchni wody, często występują również opady deszczu znacznie ograniczające widzialność. Wystąpienie lub prognozowanie tego zjawiska oznacza zwykle zamknięcie ruchu w porcie. Jednostki będące na morzu kierują się na osłonięte kotwicowisko lub próbują powrócić do portu. Zdarzają się jednak sytuacje, gdy podczas bardzo silnego sztormu przebywanie w porcie bez wystarczającej osłony czy na niedostatecznie osłoniętym kotwicowisku może być bardziej niebezpieczne niż sztormowanie na otwartych wodach. Dom zniszczony przez sztorm, miejscowość Niendorf, 1872 r.(rycina autorstwa Carla Oesterleya, źródło: tygodnik „Die Gartenlaube – Illustiertes Familienblatt”) Wezbrania sztormowe W Polsce za wezbranie sztormowe uznaje się gwałtowne podniesienie się poziomu wody powyżej stanu ostrzegawczego lub alarmowego. Wartości tych progów nie są jednakowe na całej długości polskiego wybrzeża. Wynika to przede wszystkim z charakteru lokalnej infrastruktury hydrotechnicznej – głównie wysokości wałów przeciwpowodziowych. To według tego parametru określa się poziom wody, który może stanowić zagrożenie dla danego obszaru. Dla usprawnienia pracy jednostek ratowniczych przyjęto umowne poziomy stanów ekstremalnych występujących w obrębie polskiego wybrzeża Bałtyku. Za teoretyczny stan ostrzegawczy uznaje się wzrost poziomu morza o 70 cm w stosunku do występującego w danym miejscu poziomu zera wodowskazu. Z kolei stanem alarmowym określa się wzrost poziomu wody o 100 cm. O możliwości wystąpienia wezbrania sztormowego na Morzu Bałtyckim decyduje kilka elementów. Za najważniejsze uznaje się: poziom napełnienia morza (uzależniony od opadów, dopływu wód rzecznych oraz warunków dopływu/odpływu wód z Morza Północnego), oddziaływanie wiatru (prędkość, kierunek i czas trwania) oraz zniekształcenie powierzchni wody, do którego dochodzi na skutek przechodzenia tzw. fali barycznej. Skutki sztormu, miejscowość Eckernförde, 1872 r.(źródło: „Allgemeine Familienzeitung”, Stuttgart) Czynniki te mogą się czasami wzajemnie znosić, ale gdy ich oddziaływanie nałoży się na siebie, dochodzi do powstania wezbrania sztormowego. Towarzyszy mu silny wiatr i układ niskiego ciśnienia wraz z frontem atmosferycznym przemieszczającym się z kierunków północno-zachodnich i północno-wschodnich. Zjawisko to może trwać od kilku do kilkudziesięciu godzin. W latach 1950-1975 wezbrania na Bałtyku pojawiały się głównie od listopada do lutego. Pod koniec XX w. częstość wezbrań sztormowych na polskim wybrzeżu wzrosła, wydłużył się też okres ich występowania (sierpnień-kwiecień). Nie zawsze sztormy i wezbrania mają ekstremalny przebieg. Niemniej zwykle generują wysokie koszty związane z utrzymaniem brzegu i plaż, gospodarką morską, pracą portów, rybołówstwem i transportem morskim. Kapryśny Bałtyk Morze Bałtyckie jest zbiornikiem relatywnie płytkim i niewielkim. Pomimo swojego śródlądowego charakteru uznawane jest jednak za morze bardzo zmienne. Życie nad brzegiem Bałtyku stanowiło nie lada wyzwanie dla pierwszych Pomorzan. Trudne do przewidzenia warunki atmosferyczne oraz związane z nimi bałtyckie sztormy ograniczały rozwój osadnictwa. Słaba jakość gleb oraz obecność rozległych bagien nie sprzyjały rozwojowi rolnictwa. Głównym źródłem pożywienia było rybołówstwo. Pierwsze osady lokowane były głównie w okolicach ujść rzek przymorskich oraz na mierzejach rozległych przybrzeżnych jezior. Stanowiły one bezpieczniejszą alternatywę dla trudnych połowów morskich. Obecność rzek i kanałów sprzyjała ponadto rozwojowi handlu. Niebezpieczny żywioł – tsunami? Ze względu na brak wykalibrowanych metod pomiarowych trudno jest dziś domniemywać, jaki mógł być zasięg dawnych sztormów. Problemem okazuje się także określenie konkretnej przyczyny powstania danego wezbrania. Zespół dra Andrzeja Piotrowskiego badał geologiczne ślady tsunami, do którego mogło teoretycznie dojść 17 września 1497 r. w okolicach Mrzeżyna, Rogowa, Kołobrzegu, Darłowa i miejscowości Kopań. Wyniki badań nie okazały się jednoznaczne. Odkryto wprawdzie ślady silnego wezbrania sztormowego, jednak trudno jest jednoznacznie stwierdzić jego genezę. Mogło się do tego przyczynić wiele zjawisk. Inne teorie wskazują na możliwość wystąpienia tzw. meteotsunami lub podwodnego wybuchu metanu. Druga opcja zdaje się uwzględniać hałasy, które słyszeli świadkowie tamtych wydarzeń. Mowa tu o tzw. morskim niedźwiedziu, którego ryk doprowadził do potężnej powodzi. Być może pełną odpowiedź na pytanie o bałtyckie tsunami przyniosą przyszłe badania samego Bałtyku. Skutki sztormu na Westerplatte, 1914 r.(źródło: Bałtyk opomiarowany Naukowe podejście do badań zjawisk występujących na morzu jest zajęciem relatywnie młodym. Ocenę poziomu wody w Morzu Bałtyckim z wykorzystaniem mareografów zaczęto przeprowadzać dopiero w XIX wieku. Warto wiedzieć, że najstarsza stacja na świecie wykorzystująca ten przyrząd znajduje się w Polsce, w Świnoujściu – pomiary rozpoczęto tutaj w 1811 roku. Obecnym właścicielem tej stacji jest Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej PIB. Za najbardziej szkodliwe wezbranie sztormowe na Morzu Bałtyckim uznaje się wielką powódź, którą odnotowano w nocy z 12 na 13 listopada 1872 roku. W dniach poprzedzających katastrofę notowano wiatr wiejący z południowego zachodu. Spowodował on przemieszczenie się dużych mas wody w kierunku Finlandii i krajów bałtyckich. Znaczące obniżenie poziomu wody w okolicach wybrzeży Danii i Niemiec umożliwiło dopływ wód z Morza Północnego. Gwałtowna zmiana kierunku wiatru na północno-zachodni spowodowała silne spiętrzenie wód w rejonie południowo-zachodniego wybrzeża. Najbardziej ucierpiało wówczas niemieckie miasto Eckernförde, w którym bez dachu nad głową znalazło się 112 rodzin. Ucierpiało wówczas 216 budynków, z których 78 zostało całkowicie zniszczonych. Szacuje się, że w rezultacie powodzi życie straciło 271 osób, a 2850 budynków zostało zniszczonych. Odnotowany wówczas poziom Bałtyku był o 3,3 m wyższy od poziomu zera wodowskazu względem Amsterdamu ( W Kołobrzegu odnotowano rekordowy poziom wody wynoszący 722 cm (2,2 m wyższy od zera wodowskazu). Fragment mierzei podmytej przez wody sztormowe (fot. T. Heese) O ile w 1872 r. skutki sztormu odczuli głównie mieszkańcy duńskiego i niemieckiego wybrzeża Bałtyku, o tyle zdarzenie z 10 lutego 1874 r. objęło całe zachodnie wybrzeże. W portach w Świnoujściu i Dziwnowie wystąpiły najwyższe spośród dotychczas odnotowanych poziomów wody (odpowiednio 696 cm i 615 cm). Wyższy poziom wody odnotowano także w Kołobrzegu (711 cm). Łeba – miasto sztormów Miejscowością, którą niezwykle często dotykały sztormy i wezbrania, była Łeba. Pierwotnie osada ta leżała między jeziorem Łebsko i zachodnim brzegiem rzeki Łeby. Jej mieszkańcy praktycznie od samego początku skazani byli na nieustającą i nierówną walkę z siłami natury. Z jednej strony zagrożenie niósł Bałtyk, z drugiej – rzeka Łeba, która często wylewała. Zapiski kronikarskie odnotowują kolejne ekstremalne wezbrania w latach: 1396, 1467, 1491, 1497 i 1500. Przełomowy okazał się sztorm, do którego doszło 11 stycznia 1558 roku. Niezwykle silny wiatr wyrywał drzewa i niszczył okoliczne zabudowania. Osadę zasypał piasek pochodzący ze zniszczonych wydm, okoliczne tereny zostały zalane przez słoną wodę. Część mieszkańców schroniła się w murowanym kościele znajdującym się na wzniesieniu. Niebezpiecznie było przez sześć kolejnych dni. Następstwa sztormu i wezbrania wód Bałtyku były katastrofalne. Przekształceniu uległ ujściowy odcinek rzeki Łeby, który przesunął się o blisko 1,5 km na wschód względem pierwotnego położenia. Dla większości mieszkańców był to sygnał do opuszczenia Starej Łeby. Nowa osada powstała na oddalonym od morza wzniesieniu po wschodniej stronie rzeki. Nieliczni pozostali w Starej Łebie w nadziei na odbudowę swojego dobytku. Niestety, kres ich starań nastąpił 12 lat później – 3 marca 1570 r. kolejny sztorm definitywnie wymazał ślady pierwotnej osady. Jedyną jej pozostałością są ruiny kościoła, który posłużył mieszkańcom za schronienie. Miejsce to cieszy się dziś dużym zainteresowaniem archeologów, którzy mają nadzieję, że uda im się odnaleźć ślady po dawnych mieszkańcach wybrzeża, a samą Starą Łebę określa się mianem „polskich Pompejów”. Dawne zabudowania odsłonięte przez sztorm, Słowiński Park Narodowy (fot. T. Heese) Zmiana lokalizacji okazała się słusznym posunięciem. Kolejne wymienione w kronikach sztormy nie miały już tak katastrofalnych skutków dla tej miejscowości ( zatarasowanie ujścia rzeki Łeby w 1656 r., zalanie łąk i pól okalających nową Łebę w 1662 r.). Noworoczny kataklizm Najniebezpieczniejszy sztorm XX w. rozpoczął się w noc sylwestrową 1913/1914 i trwał siedem dni. Uderzył w zachodnią część wybrzeża Bałtyku. Odnotowano wówczas rekordowy poziom wód w Trzebieży (637 cm). W pobliskim Dziwnowie doszło do zniszczenia największego ówcześnie kompleksu wypoczynkowego na polskim wybrzeżu. Śmierć poniosło wielu ludzi, którzy celebrowali tam Nowy Rok. Pozostałości budynków zostały rozebrane kilka lat później, a pamięć o dawnej tragedii i brak funduszy jednoznacznie przekreśliły możliwość odbudowy tego miejsca. Do dużych zniszczeń doszło także w Kołobrzegu. Do morza stoczyły się Promenada Wydmowa oraz kąpielisko rodzinne (tzw. Morskie Oko). Miasto pokryły zwały powalonych drzew i uszkodzonych dachów. W kolejnych dniach sztorm przetaczał się na wschód, 9 i 10 stycznia 1914 r. wystąpiły lokalne powodzie i podtopienia. Sytuację utrudniał siarczysty mróz, który powodował silne oblodzenie. Doszło wówczas do powtórnego zalania Kołobrzegu. Wysoki poziom Bałtyku spowodował cofkę na jeziorach Jamno i Bukowo. Mielno oraz Unieście zostały zalane nie tylko od strony morza, ale i od strony jeziora Jamno. Wody tego zbiornika wystąpiły także z brzegów po drugiej stronie i spowodowały podtopienia w Podamirowie, Łabuszu i Jamnie. Wyjątkowo trudna sytuacja panowała na przyczółku między kanałami Jamneńskim i Szczuczym. Znajdujące się na nim miejscowości Łazy i Dąbkowice znalazły się pod wodą. Ludzie, którym udało się schronić na dachach najwyższych zabudowań i wzniesień, czekali na pomoc w strugach marznącego deszczu i śniegu. Żywioł dotarł także na wschodnie wybrzeże Polski. Zniszczone zostały elementy infrastruktury kąpielowej na Westerplatte. Woda zalała Sopot, a Półwysep Helski był w kilku miejscach poprzecinany wodami Bałtyku. Wydarzenia te bardzo szeroko komentowały i nagłaśniały prasa oraz radio. Chrońmy wydmy – jak żyć ze sztormami? Doświadczenia z przeszłości spowodowały zmianę w podejściu do ochrony brzegów morskich. Dziś wiemy, że niepohamowana eksploatacja nadmorskich puszczy spowodowała wzmożone przemieszczanie się wydm oraz osłabienie naturalnych właściwości obronnych wybrzeża. Przykładem takich nieprzemyślanych działań może być przytoczona wcześniej historia Starej Łeby. Już w XIX w. podejmowano pierwsze próby odbudowy wydm. Znane są także zapiski o celowym nasadzeniu roślin na wydmach. Rozwój bardziej wyrafinowanych technik ochrony wybrzeża nastąpił w XX w. wraz rozwojem miejscowości wypoczynkowych. Towarzyszy temu jednak zjawisko błędnego koła – każda nowa inwestycja turystyczna w strefie przybrzeżnej wymaga coraz to większych nakładów na ochronę tego wybrzeża. Dziś pomimo rozwoju techniki i coraz lepszego prognozowania zjawisk ekstremalnych w dalszym ciągu mierzymy się z potęgą zjawisk przyrody. Niezwykle ważne okazują się nasze postawy wobec ostrzeżeń meteorologicznych i prawidłowe zachowania, pozwalające na ograniczenie potencjalnych strat do minimum. Olbrzymie katastrofy powodowane wiatrem o sile huraganu uczą nas pokory wobec sił natury. Obserwowane aktualnie zmiany klimatu sprzyjają częstszemu występowaniu ekstremalnych zjawisk na polskim wybrzeżu Bałtyku. Wymaga to od nas lepszego przygotowania, dlatego w pierwszej kolejności nauczmy się nie lekceważyć komunikatów i ostrzeżeń meteorologicznych, aby lepiej zadbać o własne życie, zdrowie i mienie. Katarzyna Pikuła, Tomasz Heese | IMGW-PIB Zdjęcie główne: Tiko Giorgadze | Unsplash (Visited 963 times, 1 visits today)
Tak, jestem świadomy, że ta kurtka jest z zeszłego sezonu, tak samo jak tego, że podczas krótkiego spaceru ulicami dużego miasta można ją zobaczyć na co dziesiątym facecie. Rok temu jednak, kiedy to dokonałem jej zakupu, nie byłem w stanie tego przewidzieć z jednego prostego powodu – desperacko poszukiwałem zimowego okrycia wierzchniego . Chodziło mi głównie o to, by było ono jak najbardziej uniwersalne i współgrało z jak największą ilością elementów mojej garderoby. Po krótkim namyśle wybór padł na klasyczny fason w postaci (z ang. pea coat) jest kolejnym elementem męskiej garderoby, który swymi korzeniami sięga ubioru wojskowego. Wartym wspomnienia jest fakt, iż jej obecna forma niczym nie różni się od oryginału, który zaczął być stosowany przez wojskowych około 300 lat temu. Swoje wyprowadzenie na wody codziennego ubioru kurtka ta zawdzięcza amerykańskiej marynarce wojennej, która nadwyżki umundurowania sprzedawała sklepom z konfekcją męską, zaopatrując w nie amerykańskich cywilów. Prezentowany przeze mnie model spełnia wszystkie podstawowe kryteria: składa się w stu procentach z wełny, zapina się na dwa rzędy guzików, posiada szeroki kołnierz, który można łatwo postawić na sztorc, by ochronić się przed największym morskim szkwałem, a także dwie kieszenie, w których można schować wyziębione ręce. W zeszłorocznej ofercie znajdowały się trzy kolory: czarny, szary i beżowy. W tamtym czasie stan mojej wiedzy był na tyle wysoki, od razu odrzucić czarną. Beżowa wydała mi się zbyt wyrazista jak na początek, przez co zdecydowałem się na neutralną szarość. Bezpieczna baza, jednak na etapie budowania swojej garderoby najlepiej jest wybierać właśnie jej wadą, na którą nie zwróciłem wtedy uwagi, jest jej długość – tak jak w przypadku mojej husky niestety nie zakrywa ona założonej pod nią marynarki. Jest jednak na tyle obszerna w kroju, iż spokojnie mieści grubszy sweter, przez co pozwala na utrzymanie odpowiedniej temperatury już kiedyś wspominałem, jestem zwolennikiem sezonowego ubierania się, z powodu czego, kiedy tylko robi się zimniej, subtelne wiosenno-letnie materiały jak jedwab czy cienka bawełna, ustępują miejsca tkaninom jesienno-zimowym, a nie ma nic lepszego na niepogodę jak ciepła, elastyczna i oddychająca wełna. Jej szorstka faktura świetnie współgra z surowością wierzchnich okryć i cięższymi butami, które lepiej znoszą niedogodności kapryśnej aury aniżeli np. broguesy 🙂Foto: Michalina SiennickaKurtka – H&MKrawat – Pure New Wool (secondhand)Koszula – Zara (secondhand)Sweter – Next (secondhand)Spodnie – Pull&Bear Buty – F&F
### SKALA BEAUFORTA ### Kalkulator wiatru Skala Beauforta dla windsurferów Stopnie [B] Nazwa wiatru Prędkość wiatru Ciśnienie Objawy na morzu Objawy na lądzie [m/sek] [km/h] [w] [kg/m2] 0 cisza (calm) 0...0,2 117 >63 >140 ciągły, wszystko zagłuszający ryk morza; zamieć wodna, prawie wykluczona widoczność bardzo wielkie spustoszenie ### SKALA BEAUFORTA DLA WINDSURFERÓW ### Węzły: 0 Opis słowny: Cisza jak w grobie Nie widać windsurferów. Emeryci czytają gazety rozłożone na kolanach. Rowerzyści śmigają bez przeszkód w dowolnym kierunku. Węzły: 1-5 Opis słowny: Coś drgnęło Pojawiają się pierwsze żagielki ze szkółki windsurfingowej dla dzieci. Na plaży dużo kapeluszy. Emeryci zaczynają przytrzymywać czytane gazety.. Węzły: 5-10 Opis słowny: Jeszcze mało Zwiewa duże kapelusze. Deski typu "race" z paroma hektarami monofilmu startują i znikają za horyzontem. Dzieci bawią się latawcami. Samochody z deskami slalomowymi na dachu zwalniają i zatrzymują się nieopodal, ale na razie nikt z nich nie wysiada. Węzły: 10-15 Opis słowny: W porządelu Na wodzie mnóstwo desek powyżej 140 litrów. Mewy zaczynają szybować nad plażą. Co bardziej optymistyczni właściciele małych desek zaczynają się taklować, a ci zgorzkniali i cyniczni wysiadają z samochodów, siadają na plaży cały czas próbując nie okazywać podniecenia. Emeryci mamroczą i narzekają próbując przewracać strony w gazetach. Zwiewa kapelusze. Węzły: 15-25 Opis słowny: Naprawdę nieźle Brzeg pokryty rozłożonym sprzętem. Brak miejsca dla emerytów. Latawce gapiów strasznie hałasują i od czasu do czasu rozbijają się. Mewy próbują lecieć do przodu, ale wiatr je cofa. Brak kapeluszy na plaży. Rowerzyści z trudem jadą pod wiatr, podczas gdy z wiatrem prawie wcale nie trzeba pedałować. Początkujący i windsurferzy bez trapezów poddają się. Szpanerzy robią spin-loop'y. Nie da się przewrócić strony w gazecie bez wsiadania do samochodu. Węzły: 25-35 Opis słowny: Wiatr wyje Na wodzie prawie wyłącznie deski typu "wave". Małe dzieci płaczą. Tylko najmężniejsi z gapiów stoją jeszcze na brzegu. Trzeba przyszpilać żagiel do ziemi, żeby móc włożyć weń maszt. Piasek żądli łydki. Przyjeżdżają fotografowie z magazynów windsurfingowych. Wszystko wokół trzęsie się i kolebie. Węzły: 35-45 Opis słowny: Niewiarygodne Na plaży nie widać nikogo bez pianki. Prysznice na plaży piskają poziomo małe wałęsające się psy już wywiało w przestrzeń. Nie można przeczytać gazety gdzie indziej niż w domu z zamkniętymi oknami. Przy próbie startu z wody przerzuca na drugą stronę deski. Deski zaawansowanych śmigają prawie bez kontaktu z wodą na samych statecznikach. Rowerzyści, zarówno ci jadący pod wiatr i ci z wiatrem, wszyscy jadą z wiatrem kląc przy tym straszliwie. Węzły: 45-60 Opis słowny: Pogoda dla samobójców Policzki się wybrzuszają, a usta gwiżdżą, gdy otwierasz usta. Windsurferzy glebią w tempie szybko przesuwanej taśmy na wideo. Początkujący bez żadnego wysiłku i kontroli robią forward loop'y. Większość windsurferów siedzi w kolebiących się samochodach i próbuje przekrzyczeć wiatr. Reszta leży na swoich zestawach. Nawet psy wielkości cielaka odfruwają zrywając łańcuchy. Znaki drogowe powyginane. Węzły: 60+ Opis słowny: Pogoda dla głupków Ekipa filmowa z kanału "Extreme" przyjechała kręcić ostatniego maniaka, który nadal jest na wodzie. Samochody kołyszą się gwałtownie. Psy latają w powietrzu wraz z budami. Jeśli jesteś wystarczająco silny, aby otworzyć drzwi do samochodu i wyjść na zewnątrz możesz poczuć się jak spadochroniarz w locie swobodnym. Wystarczy stanąć rozpostrzeć ramiona i wychylić się 45 stopni w kierunku wiatru. Wszyscy odjeżdżają do domów oglądać tego głupka w telewizji... Tu jest zbyt niebezpiecznie !!! Początek strony Tłumaczenie na podstawie tekstu Wietrznie? Może warto zarezerwować WCZASY! Brak wiatru? Sprawdź co będzie za 17 DNI!
Opublikowano 29 wrzesień 2015 w Cytaty, Witraże codzienności Wakacje. Urlop. Letni czas. Pierwsze skojarzenie – szum morza, drinki z parasoleczką (kolorową), błogi odpoczynek i dolce far niente. Ja. Bikini. Przystojniak obok. Słońce praży. Opalenizna koloru mahoń. Romantyczne zachody słońca. Wróć. Mam czwórkę Dzieci. Kobieto! Zejdź na ziemię. Jakie drineczki? Jaki szum? Nie morza chyba, a bardziej Ich szum. Odwieczna walka, kto kogo zagłuszy. Oni kontra morze. Odpoczynek (łoooooo Matko!). Słodkie nicnierobienie (bez komentarza). Bikini jest. Słońce i jego zachody też. No i Przystojniak. Najważniejsze! Ale, że w przyrodzie nic nie ginie, to otrzymuję coś w zamian. Za te drineczki i full romantyzm – rozwrzeszczane, rozbiegające się po całej szerokości i próbujące po długości plaży Dzieciaki. Czujność na stówkę i piach wszędzie! Niby niedziwne to zjawisko na plaży, ale w tym wypadku piasek znajduje się w jeszcze większej ilości miejsc (nie pytajcie). Ale, jak ja kocham te wakacje! Ten zgiełk, pisk i radość. Te oczy roześmiane, zdarte kolana i kolorowe plastry z księżniczkami czy autkami. I nawet bluzek mi nie żal pochlapanych lodami czy kolorową watą cukrową (Boziu, Boziu, czym ja to wywabię po dwóch tygodniach?). Zachody słońca też da się odhaczyć na liście, mimo że w obecności szerszej publiki. Nie da się? A właśnie, że się da! Zawsze na wakacje jeździmy z Dziećmi i chociaż dla jednych będzie to strata czasu wolnego i energii (jak tu odpocząć?) i pieniędzy (przecież i tak nic nie zapamiętają), ja jestem innego zdania. Sadzę, że tak spędzany czas zaprocentuje w przyszłości. Mówią, że nie liczy się to, żeby być z dzieckiem dużo, ale żeby spędzać czas produktywnie. A ja będę się upierać, że nie ma jakości bez ilości. Chcę z Nimi być dużo, możliwie, jak najwięcej. Możemy godzinami leniuchować i nie rozegrać żadnej partyjki szachów, a i tak będzie to czas cenny. Nie muszą te nasze Lisiątka pamiętać wszystkiego. Wystarczy najważniejsze. Była mama. Był tato. Byliśmy wszyscy razem. Były wakacje. To się pamięta. To jest dzieciństwo pełne zapachów, kolorów, cudownych wspomnień przesiąkniętych miłością, bliskości rodziny, sprzeczek bez znaczenia i beztroski. Jeżdżąc na wakacje z Dziećmi, staram się jednak nie nastawiać na fajerwerki. W myślach mam śmiałość co najwyżej trzymać kciuki za to, żeby Lisiątka były zdrowe i chociaż, żeby dzięki temu sytuacja była w miarę stabilna (no dobra, o dobrą pogodę też się modlę, opalić się w końcu trzeba, a nie bladziocha wrócę). Ale na tym koniec, jeśli chodzi o oczekiwania wobec wakacji. Wbrew powszechnej opinii i na urlopie z szanownym Potomstwem można przeżyć coś emocjonującego i nie mam wcale na myśli pójścia maleństwa za potrzebą na koc sąsiada (historia prawdziwa). Życie potrafi nas nieraz zaskoczyć. Czasami nawet mile. Zdarza się, że na swojej drodze spotykamy kogoś szczególnego. Kogoś, kto pasuje do nas, jak druga skóra. I aż dziwimy się, jak to możliwe, że do tej pory nigdy nie było nam po drodze. I nie mówię tu o takich banałach, jak wakacyjny romansik;) O nie! Tu rzecz się rozchodzi o ważniejsze sprawy. Mówię tu o pokrewnej duszy, która wydaje się być młodsza niż moja, chociaż jej właścicielką jest Babcia kolegi mojego Kacpra. Zaczęło się od przyjaźni Chłopców, a magia objęła swym czarem też dorosłych. Lena, bo tak Jej na imię, weszła w nasze życie niespodziewanie i przyjęła nas z całym dobrodziejstwem inwentarza;) Nie wyobrażam sobie, żeby Jej nie było, choć znamy się zaledwie trzy lata. I nagle ja, zdystansowana do świata, sterczę całymi godziny nad tym naszym morzem, grzebię stopą w piachu i gadam, gadam, gadam. Ale słuchać wolę jeszcze bardziej, bo jakże Ona opowiada! Jakże Ona potrafi porwać mnie w swój świat. Pełen historii z życia, które porywają, jak najlepsza książka. Roztacza przede mną te magiczne historie, a ja stoję (czasem leżę) i nasłuchać się nie mogę. Fale zalewają nam stopy. Śmiejemy się. Słońce przypieka. Obracamy się bokiem do niego, żeby się równo opalić. Śmiejemy się. Spoglądamy na Dzieci. Planujemy co robimy wieczorem (nawet nadmorskie szklanki na nasze wieczorne drinaski kupiła! A jednak i drina można!). Wiem, że mam przywilej obcowania z osobą wyjątkową. Mister Fox też świetnie bawi się w Jej towarzystwie i również jest tego zdania. Ale kto by się nie bawił! Nie sposób Jej nie lubić, nie kochać! Nie sposób przejść obojętnie. Zawsze ma dla wszystkich dobre słowo, przydatną radę i mnóstwo energii, którą wręcz tryska. Wstyd mi wręcz czasami przy Niej za moją niemoc. Powłóczę nogami po całym dniu na plaży. Ona już biegnie na zumbę (po tym, jak zrobiła już tour na rowerze). Wieczorne karaoke – nie ma sprawy. Zawsze gotowa i nastawiona pozytywnie z piosenką na ustach (i to nie jedną). Piękna jest na zewnątrz i przepiękną ma też duszę. I ta intuicja… Istotna to sprawa. Pod tym względem mamy dużo wspólnego. Czujemy wewnętrznie wiele. Często więcej niż inni. Mam wrażenie, że łączy nas to… Być może to przyciągnęło. Lubię spotykać mądrych ludzi, czerpać z nich i dzielić z nimi radość. Niecodziennie spotyka sie kogoś przy kim człowiek czuje się swobodnie, tak bezpiecznie. Wakacje z Dziećmi są niezwykłe dla mnie, same w sobie. Jesteśmy rodziną. Jesteśmy razem. To nasz czas. Czas szczególny, który kiedyś ze wzruszeniem będę wspominać. Dzielimy go teraz z kimś innym, z kimś dzięki komu jesteśmy bogatsi w uczucia, przeżycia, słyszane historie, przemyślenia. A ja wzbogaciłam się też o przepisy wysłane mi pocztą, po tym, jak wspomniałam, że z piekarnikiem jestem w konflikcie wiecznym i nieprzerwalnym. Piękny to gest. Dostać pocztą ulubione przepisy na ciasto czy ogórki, „które zawsze sie udają“. Niezwykłe jest dla mnie też otrzymać prezent w postaci wiersza o nas. Nasz własny wiersz w tomiku wierszy Leny. Wiersz o nas, między innymi cudownymi, o ludziach niezwykłych. Wyjątkowy dar, od niezwykłej osoby. Po takim geście człowiek sam, choć przez chwilę czuje się tak niezwyczajny. Ogromnie wzruszają mnie takie gesty. Z głębi serca, z głębi duszy. Komuś chciało się zadać sobie trud, żeby napisać o tych naszych wakacjach. Może nie tylko dla mnie są one cudowne? Może nie tylko ja dostrzegam ich piękno? Tego nie można przegapić, to trzeba chłonąć. Nasza rodzina znowu jest większa. Nie tylko o Lenę, ale Jej Wnuka i Synową. Witajcie w naszym świecie Kochani;) I jak tu nie kochać wakacji z Dziećmi? A jednak czasem i nas może spotkać coś niezwykłego na takim wypadzie. Coś cennego… Coś co przetrwało już nie jedne wakacje i nie dwa, i mam nadzieję, że trwać będzie długo. Czyż nie jest niezwykłe spotkanie na swojej drodze, kogoś „swojego“? A mówią, że rodziny się nie wybiera;) Może i racja, ona nam jest po prostu pisana. Nie tylko ta poprzez krew, także ta poprzez duszę. Wcześniej czy później ją odnajdziemy i już nie wypuścimy z uścisku. Kiedy przyjdą chłodniejsze wieczory, usiądę z kubkiem gorącej herbaty w dłoniach i przeczytam znowu te słowa, które już znam właściwie na pamięć: „Nasze wakacje Białe grzywy płyną po szafirowej toni Uderzając o brzeg plaży szybko w pośpiechu Bo już w kolejce fala następną falę goni A my rodzinnie, jak co roku siadamy na gorącym piachu I czerpiemy siłę jaka do nas z morza płynie. Biel pisaku z błękitem nieba Tylko tyle, a może, aż tyle do szczęścia nam potrzeba… Radośnie spoglądamy na igraszki dzieci, A, spójrzcie Agnieszko i Przemku jak ten czas w pośpiechu leci… Czas łaskawy dla Waszej miłości, Bo kolejny raz Bociek biały z zawiniątkiem małym Odwiedza Waszą rodzinę, gdzie zostawia piękną dziecinę, Szum morza, gdzie wszystko się zaczęło Teraz już dla nas zawsze będzie wytchnieniem W oczekiwaniu na kolejne spełnienie… Lena Dla mojej nowej rodziny Agnieszki i Przemka i cudownej czwórki dzieci. „Niech czas, tylko dobrem Was obsypuje i do kolejnych pięknych dni przygotowuje…”” Dziękuję Ci Leno… Za wiersz… Za to, że jesteś…
Piosenka Krzysztofa Klenczona, która powstała w okresie, gdy muzyk miał rozstać się z zespołem Czerwone Gitary i rozpocząć działalność ze swoim nowym projektem, Trzy Korony. Autorem tekstu jest Janusz Kondratowicz, który tak wspomina powstanie utworu: „Krzysztof wiele razy opowiadał mi o swoich żeglarskich wyczynach. O tym jak zbudował swoją pierwszą łódkę, jak żeglował po jeziorach w okolicach Szczytna, że w ogóle jest pasjonatem sportów wodnych. Przyjaźniliśmy się, więc chciałem sprawić mu przyjemność i napisać taką „morską” piosenkę. (…) Dałem mu tekst, a on chyba już następnego dnia zagrał mi go z muzyką." #czerwone gitary #lata 70 #klasyk #polskie #rock #rocknroll iSing 26986 odtworzeń 205 nagrań
10 w skali beauforta niecenzuralne